Najlepszy program montażowy na rynku

Jaki jest najlepszy program montażowy na rynku?

Firmy przekonują nas o kolejnych wspaniałych możliwościach kolejnych edycji Final Cuta, Avida, Vegasa, Ediusa, Premierki i tak dalej, i tak dalej.

Teraz zapewne oczekujesz, że stanę po jednej ze stron tej odwiecznej dyskusji – wywołując kolejną walkę dobrych i złych. Buzują w Tobie emocje: “Zaraz pewnie będę mógł wygarnąć wszystkim dlaczego najlepszy jest …”  Ty, zapewne tak jak i ja, stoisz po tej właściwej stronie.
Ok, zatem przyjmuję jedną ze stron – wg mnie najwłaściwszą! Najlepszym programem montażowym na rynku jest obecnie twój umysł i twoja inteligencja emocjonalna [o nieco innym charakterze niż ta słownikowa].

“Och, jak wybrnął. Chciał zabłysnąć. Se wymyślił” – jaka myśl pojawiła się w Twojej głowie? Jeśli chcesz wiedzieć, na czym ja pracuję, zajrzyj do działu “o mnie”. Ale szczerze mówiąc na tym blogu to nie istotny fakt.

Wracając do tematu. Niby oczywista oczywistość. My montażyści wiemy, ze pracujemy głową i grzebiemy w emocjach.
Ludzie “z zewnątrz” tego nie wiedzą, albo mają mgliste pojęcie.
Mnie osobiście strasznie wkurzało od dłuższego czasu, że na polskim rynku, w polskim internecie wszyscy rozmawiają o tym:

  •  jaki program jest najlepszy, jak rozwiązać problemy techniczne z formatem X,
  • skąd wziąć tutorial na XYZ,
  • a ten efekt, co to w tamtym klipie widziałem, to skąd i jak…

Wszystko w porządku, taka wiedza także jest potrzebna montażyście [nota bene ze względu na coraz bardziej skomplikowany rynek cyfrowy niestety mam wrażenie, że coraz częściej zdarza nam się walczyć z technologią niż z dramaturgią].
Postanowiłem przekierować tą swoją emocję – wkurzenie –  na to, by założyć tego bloga i sprawdzić, czy montażyści mają potrzebę wewnętrzną, by rozwijać swoją wiedzę reżyserską i umiejętności emocjonalne.
Tak, właśnie reżyserską – nie zapominajmy bowiem, że kierunek montażu w szkole filmowej przynależy do wydziału reżyserii, a nie do wydziału technologii. A szkołę kończy się z tytułem magistra sztuki a nie inżyniera montażu.
Chciałbym zastanawiać się na tym blogu nie tylko nad tym, czy cięcie zrobić tu, czy tu. Bo to jest wg mnie głupie pytanie. Wolę pytać: co odczuje widz, gdy cięcie zrobię tam, a co, gdy zrobię je tu? A jak się zmieni obraz bohatera w tych dwóch przypadkach?
Na te pytania odpowiedź bywa zdecydowanie trudniejsza, niż odpowiedź na pytania związane z ciągłością ruchu czy zgodnością planów. Ta druga kategoria odpowiedzi posiada już mnóstwo opracowań i wiele koncepcji – w związku z czym za bardzo nie chcę się zajmować tymi zagadnieniami. No chyba że bardzo będziecie tego chcieli. Poza tym reguły montażowe są po to, by się ich nauczyć, a potem je łamać poszukując właściwych emocji w filmie.

Według mnie nie zostaniesz wybitnym montażystą, jeżeli będziesz swój rozwój zawodowy skupiał na technologii. Obok pracy nad warsztatem musisz pracować jednocześnie nad swoim wewnętrznym programem montażowym, czyli nad tym, który generuje twoje decyzje montażowe – tym, do którego wszyscy będą chcieli mieć dostęp, bo będziesz w stanie budzić w widzu takie emocje, o jakie cię poproszą, bo będziesz w stanie zaczarować widza i wgnieść go w fotel... Nawet po tym, jak reżyser przyjdzie do montażowni z materiałem po zdjęciach i powie: “Spieprzyliśmy sprawę, nie wiem, czy coś z tego będzie”.

Tych umiejętności nie da Ci ani Avid, ani Final Cut, ani żaden mega wypaśny program do montażu. Nie dołączają tego w formie gratisu, mimo że płacisz jak za zboże.
To daje Ci doświadczenie. A swoje doświadczenie możesz przyśpieszyć poprzez zapoznawanie się z doświadczeniami innych montażystów… Jeżeli chcesz rozwijać swój umysł, to zostań czytelnikiem tego bloga. Zostań aktywnym uczestnikiem, bo dyskusja to jeden z lepszych sposobów na szybsze chłonięcie wiedzy.

Do następnego wpisu.

Paweł

11 Comments

  1. Michał
    29 stycznia 2014

    Bardzo fajny wpis i ciekawy pomysł na blog, gratuluje pomysłu i będę tutaj zaglądał !

    Odpowiedz
    1. Paweł Makowski
      30 stycznia 2014

      Dzięki i zapraszam. Właśnie wysłałem do korekty tekst o analizie układki montażowej.

      Odpowiedz
  2. Robert Szymczak
    30 stycznia 2014

    Świetny artykuł, i pasujący do mojego sposobu myślenia o montażu. Co prawda nie nie mam wykształcenia i można by rzec że obsługuje programy do montażu 😉 jednak niedocenianie tego części pracy przy jakichkolwiek formach filmowych jest bardzo niedoceniane moim zdaniem. Szkoda że tak krótko bo chętnie poczytam jeszcze 🙂
    Dziękuję i czekam na więcej
    pzdr Serdecznie

    Odpowiedz
    1. Paweł Makowski
      30 stycznia 2014

      Większość montażystów uczy się przez doświadczenie, które do dziś pozostaje najlepszym nauczycielem. Jest wielu samouków, którym po prostu więcej czasu zajmuje uświadomienie sobie, że cięcie robi się w głowie, a nie w momencie naciśnięcia przycisku. Im więcej montażystów to sobie uświadomi tym odważniej będzie przekazywać tą wiedzę swoim zleceniodawcom, producentom itd. Wtedy powoli zacznie zmieniać się owe ” jest bardzo niedoceniane ” Tymczasem dzięki, za dobre słowo.

      Odpowiedz
  3. Bartłomiej Bartosiewicz
    30 stycznia 2014

    Kupuje ten blog 🙂 No taki wstęp podpowiada mi, że wart to wracać. To póki co siadam do materiału z Paryża 😉
    Pozdrawiam i czekam na następne publikacje

    Odpowiedz
    1. Paweł Makowski
      30 stycznia 2014

      Dzięki 🙂 Właśnie jedną publikację skończyłem, poszła do korekty. Pewnie do soboty ujrzy światło dzienne. Mnie jutro czeka jeden trailer.

      Odpowiedz
  4. Natalia Olszańska
    12 lipca 2014

    “Trafiłam tu przypadkiem i zostanę na dłużej”.
    Nie no, serio.
    Bardzo rzadkie połączenie interesującej i wartościowej treści z po prostu estetyczną, przyjazną oku formą. Dobrze wiedzieć, że są takie miejsca w sieci, w których można przeczytać więcej niż 3 sensowne zdania i które zawierają treści podobne do moich “montażowych poglądów”. Przyznam, że sama noszę się z nieśmiałą chęcią założenia swojego montażowo-edytorskiego bloga (edytorskiego, ponieważ z racji wykształcenia param się też edycją tekstu), ale widzę, że najpierw chyba czas na intensywniejszą naukę i lepsze wykształcenie “montażowego myślenia” oraz filmowej wrażliwości. Na pewno jedną z płaszczyzn dokształcania będzie ten blog.
    Dopiero zaczęłam czytać, ale musiałam od razu pochwalić. Teraz wracam do dalszej lektury, pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy!

    Odpowiedz
    1. Paweł Makowski
      13 lipca 2014

      Dzięki za te słowa 🙂 dodają energii do działania.

      Odpowiedz
  5. Murzyn
    8 grudnia 2014

    “Najlepszy program”…. To taki, w którym najwygodniej Ci ciąć. Montujesz w głowie. Ciąć można deski, mięso, kliszę itp… Warto jednak mieć ostry nóż – AVID !!!!!!!!!!!!
    P.S. Ostrym nożem łatwiej się też skaleczyć 😉

    Odpowiedz
  6. Student
    3 grudnia 2015

    A czy na studiach z montażu, chociażby w łódzkiej filmówce byłaby oczekiwana ode mnie zaawansowana znajomość obsługi komputera? Czy jedynie ograniczyłoby się już tylko do poznania w ich trakcie profesjonalnych programów? Jestem wielkim miłośnikiem kina tylko, że komputery mnie nie lubią, a chciałbym się zająć montażem. Tak więc czy mam się zagłębiać w tajniki komputera, czy jednak nie muszę się tym, aż tak martwić? Pamiętam również, że montaż powstaje głównie w głowie, ale komputer jest nieunikniony.

    Odpowiedz
  7. Daniel Święs
    7 stycznia 2016

    Im więcej czytam na temat montażu tym bardziej sobie zdaję sprawę jak mało wiem w tym temacie… Moja przygoda rozpoczęła się całkiem niedawno od amatorskiej kamery Sony i Vegasa. Poznając tajniki sztuki filmowej nadal czuję się mocno onieśmielony jednak magia tworzenia czegoś co zawiera cząstkę własnego “ja” jest niesamowita…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA Image

Reload Image